Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jajka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jajka. Pokaż wszystkie posty

27.08.2014

Naleśniki jarmużowe z łososiem, migdałami i pomidorową salsą


Witam Wszystkich z ostatnim tchnieniem wakacji i przeprosinami za długiej przerwy :)
Taki nieplanowany urlop ale przecież spontaniczne są najlepsze.
Mam nadzieję, że chłodniejsze poranki nie nastrajają Was pesymistycznie bo mnie raczej rześko.
Dlatego mam dzisiaj bardzo optymistyczne naleśniki w kolorze soczystej zieleni.
W tym roku miałam swoją pierwszą przygodę z jarmużem ale na pewno nie ostatnią.
Bardzo mi zasmakował, no i ten kolor, ożywi na pewno jesienne menu...
Nie traci go nawet po zetknięciu z blenderem. Genialny do koktajli w stylu super food.
Jędrne liście, smak moim zdaniem lekko przypominający szczawiowy.
Musicie go koniecznie spróbować a tymczasem zapraszam na ucztę.


Na 4 naleśniki potrzebujemy:

1/2 szklanki mąki pełnoziarnistej
3/4 szklanki mleka
2 jajka (L)
szczyptę soli
3 liście jarmużu (bez łodyg)

Nadzienie:
300 g pieczonego łososia (filet bez skóry)
kilka suszonych pomidorów
garść płatków migdałowych
125 g sera mozzarella

Salsa:
1 dojrzałe awokado
1 duży pomidor
garść listków świeżej bazylii
szczypiorek, sól, pieprz
sok z cytryny
1 łyżeczka oliwy


Jarmuż umyłam, oderwałam łodygi, porwałam liście na mniejsze kawałki.
Zmiksowałam z jajkami w blenderze. Potem dodałam mąkę, mleko i sól.
Smażyłam na patelni do naleśników, posmarowanej tłustym ręcznikiem.


Łososia posypanego pieprzem i solą piekłam na suchej patelni po kilka minut z każdej strony.
Filet bez skóry i ości jest delikatny, więc nie można go piec zbyt długo, gdyż stanie się suchy.
Gdy jest już gotowy, musi być nadal sprężysty. Pokroiłam go na mniejsze kawałki.
Jeśli macie suszone pomidory w oleju, wystarczy je odsączyć i pokroić na mniejsze kawałki.
Ja użyłam takich bez oleju, więc namoczyłam je wcześniej w ciepłej, przegotowanej wodzie.
Płatki migdałowe uprażyłam na suchej patelni. Mozzarellę pokroiłam w kostkę.
Nadziałam naleśniki kawałkami łososia, pomidorów, płatkami migdałów i serem.
Zapiekłam około 15 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni w naczyniu żaroodpornym.


Swoje naleśniki podawałam z salsą z rozgniecionego widelcem awokado, 
posiekanego miąższu pomidora (bez pestek i skóry), posiekanej bazylii i szczypiorku.
Doprawiłam solą, pieprzem i sokiem z cytryny.
Trochę jak guacamole ale smak zdecydowanie inny, dzięki bazylii bardziej wyrazisty.
Smakuje jak poezja - polecam i pozdrawiam wszystkich Czytelników bloga :)


Pora na pomidora!

26.07.2014

Sernik migdałowy i kisiel z wiśni


Wiśniowo u nas ostatnio.
Kilka godzin drylowania i zapasy poczynione. Ja czerwona, kuchnia wokół czerwona, 
zupełnie jakbym popełniła jakąś zbrodnię ;) Przepisu na konfiturę chyba podawać nie muszę...
Z założenia ten blog ma zawierać przepisy niebanalne, dlatego ją sobie darowałam.
Natomiast ten sernik jest na pewno niebanalny i wart grzechu.
Lekko migdałowy z grubą warstwą domowego, zapieczonego kisielu z wiśni.
Niestety fotografie nie obejmują sernika w całości ale dobrze, że w ogóle się udało złapać...


Kisiel z wiśni:

Wydrylowałam umyte wiśnie. Niestety dokładnej ilości sprzed operacji nie podam,
ponieważ robiłam to przy okazji kilku kilogramów... Po drylowaniu jednak potrzebujemy 600 g.
Owoce włożyłam do rondelka, zasypałam cukrem brązowym (tu rzecz wedle własnego uznania oraz słodyczy naturalnej z wiśni). Jedne wymagają więcej, inne mniej.
Smażyłam wiśnie aż odrobinę zmiękły, następnie dodałam 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej rozrobionej
w odrobinie zimnej wody. Wymieszałam dokładnie, jeszcze chwilę gotując. Odstawiłam do wystygnięcia. Taki kisiel można zrobić dzień wcześniej a potem ponownie go podgrzać.
Nie jest to frużelina, zawierająca żelatynę, więc nic mu się nie stanie.


Na blaszkę 20 x 26 cm potrzebujemy:

1 kg sera białego mielonego 
(trzykrotnie lub z wiaderka, polecam Piątnicy bo nie jest to serek homogenizowany)
5 jajek (L)
130 g cukru brązowego (lub białego)
60 g mąki ziemniaczanej
3 płaskie łyżki kaszy manny
4 czubate łyżki tartych migdałów
100 g miękkiego masła 
(można rozpuścić i przestudzić lub odpowiednio wcześniej wyjąć z lodówki)
2 łyżki oleju rzepakowego
1 łyżeczkę ekstraktu migdałowego lub kilka kropli aromatu

Radzę wyjąć zimne składniki z lodówki przynajmniej godzinę przed przygotowaniami.


Jajka wybiłam do miski i zmiksowałam z cukrem na puszystą masę.
Następnie dodawałam stopniowo sypkie składniki oraz masło i olej.
Nie miksowałam długo, żeby nie wbijać niepotrzebnego powietrza do sernika, 
tylko do połączenia składników. 


W międzyczasie nagrzałam piekarnik do 190 stopni. 
Foremkę wyłożyłam papierem do pieczenia.
Wylałam masę, wstawiłam na 35 minut, drugi poziom od dołu.
Po tym czasie wyjęłam, nałożyłam kisiel i wstawiłam na 30 minut, 
zmniejszając temperaturę do 170 stopni. Piekłam cały czas bez termoobiegu.
Wystygł przez noc w uchylonym piekarniku  a rano jeszcze go schłodziłam w lodówce.


Na pewno część z Was zadaje sobie teraz pytanie, czy się nie pomyliłam... 
Nie, nie oddzielam żółtek od białek. Sernik wówczas mniej rośnie ale również mniej opada.
Można go zrobić na spodzie z ciastek albo innym ulubionym. U nas wolimy bez spodu.
Jest mięciutki i puchaty. Jeśli jesteście fanami ciężkich, zwartych serników,
nie przypadnie Wam raczej do gustu. Jest mocno wiśniowy, subtelnie migdałowy, nie za słodki.
Radzę upiec go na noc bo wtedy łatwiej dotrwać do momentu aż ostygnie ;)


W wiśniowym sadzie 2014 W wiśniowym sadzie 2014

8.07.2014

Quiche pszenno-żytnie jak grecka sałatka


Upał nie nastraja mnie do jedzenia zup, ani ciężkich dań z mięsem.
Robię chętnie jakieś przekąski, które w zupełności zastępują lekki obiad.
Quiche albo tarta (jak kto woli nazywać) ze składnikami greckiej sałatki ale z dodatkiem bazylii,
która w sałatce się nie pojawia. Robione na zasadzie czyszczenia lodówki z resztek.
Wyszło genialne a spód chyba najlepszy, jaki do tej pory udało mi się zrobić :)


Na dużą keksówkę (27 x 8 cm) potrzebujemy:

Spód:
100 g mąki żytniej
50 g mąki pszennej
2 żółtka
60 g oleju kokosowego (lub 100 g masła)
30 g jogurtu naturalnego (czubata łyżka)
szczypta soli

Nadzienie:
kilka pomidorków koktajlowych
kilka oliwek (u mnie czarne)
garść świeżej bazylii
ser typu feta (ilość wedle uznania)
1 mała cebula
1 szklanka mleka
1 białko jajka
1 całe jajko
pieprz, sól


Składniki na spód zagniotłam ręką, schłodziłam w lodówce około godziny ale może być krócej.
Zwykłą formę keksówkę wyłożyłam papierem do pieczenia i na dno wyłożyłam rozwałkowane ciasto, tworząc brzegi tak, by masa mleczna nie wyciekła. Ciasto wałkowałam w folii spożywczej.
To bardzo prosty sposób i nie przykleja się do deski ani wałka.
Zrobiłam kilka dziurek widelcem jak przy klasycznych słodkich tartach.
Wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 15 minut. 


W międzyczasie pokroiłam cebulę na piórka i podpiekłam na suchej patelni, żeby lekko zmiękła.
Jeśli chcecie, można dodać odrobinę tłuszczu ale nie jest to konieczne.
Wyjęłam spód, poukładałam na nim cebulę, przekrojone na pół oliwki i pomidorki
oraz fetę i listki bazylii. Zalałam całość mlekiem wymieszanym z jajkiem, białkiem i przyprawami.
Należy uważać z solą bo ser jest słony. Wstawiłam jeszcze na 25 minut do piekarnika.
Może wystarczyć nawet 20 minut, w zależności od piekarnika.
Gotowe :)


Smakuje na zimno, smakuje na ciepło i wciąga niczym orzeszki. 
Nie można przestać jeść. Można spokojnie zabrać na wynos.
Smacznego !

Wegetariański obiad III

30.06.2014

Kalafior zapiekany pod migdałową "bułką tartą"


Witam słonecznie w ten ponury poniedziałek :)
Na szczęście mimo aury sezon na pyszne owoce i warzywa trwa w najlepsze,
więc dzisiaj bardzo prosty sposób na kalafiora. Bardzo go lubię ale nie przepadam za smakiem tartej bułki,
która mu często towarzyszy. Zrobiłam więc dla niej alternatywę w postaci tartych migdałów.
Obecnie można je kupić w zasadzie w każdym większym sklepie spożywczym.

Na porcję dla 2 osób potrzebujemy:

1/2 dużego kalafiora
2 jajka 
3 łyżki tartych migdałów
1 łyżkę oleju kokosowego lub masła roztopionego
sól, pieprz


Oczyściłam kalafiora. Podzieliłam na mniejsze różyczki.
Ugotowałam na parze do miękkości al dente, czyli żeby był jeszcze chrupki.
Ja akurat taki lubię ale możecie ugotować do takiego momentu, jaki sami lubicie. 
Jeśli nie ma pod ręką niczego do gotowania na parze (garnka, parowaru albo zwykłego sitka), 
można go spokojnie ugotować w wodzie i potem odcedzić na durszlaku.
 Ułożyłam ugotowanego kalafiora w naczyniu żaroodpornym.
Polałam mieszanką roztrzepanych z przyprawami jajek, oleju kokosowego i migdałów.
Zapiekałam 35 minut w 170 stopniach z termoobiegiem.


Można jeść samodzielnie lub z dodatkami, np w postaci kurczaka w kopercie (klik).
Ugotujcie kalafiora tak, by dopasować jego miękkość do swoich gustów bo w trakcie pieczenia
nie zmięknie już bardziej. Można pominąć tłuszcz ale pamiętajcie,
że to on jest nośnikiem witamin i minerałów w naszym organizmie.
Smacznego :)

Wegetariański obiad III

10.05.2014

Hiszpański omlet z włoskim akcentem


Dziś skromniutko, omlecik ale jutro obiecuję coś ekstra.
Zawsze, gdy kupię chorizo, mam dylemat, co z nim zrobić. 
Bardzo je lubię ale szkoda mi go jeść tak po prostu z chlebem bo i chleb osobiście rzadko jadam.
Szczerze mówiąc to chyba najlepszy omlet, jaki dotychczas poczyniłam, 
więc postanowiłam go umieścić na blogu. Szczerze polecam.

Na porcję dla 1 osoby potrzebujemy:

2 jaja
4 plasterki chorizo
4 pomidorki koktajlowe
6 oliwek czarnych
garść świeżej bazylii
kropla oleju do nasmarowania patelni


Roztrzepałam porządnie 2 jajka (najlepiej je zmiksować).
Na rozgrzanej, posmarowanej tłuszczem patelni poukładałam plasterki kiełbasy,
między nimi pomidorki pokrojone na połówki (skórką do dołu) i oliwki też pokrojone na połówki.
Chwilę odczekałam aż chorizo zacznie puszczać kolor paprykowy i zalałam jajkami.
Smażyłam pod przykryciem jakieś 5 minut na średniej temperaturze, nie mam gazu więc u mnie
to była 5 w skali 9. Przewróciłam na drugą stronę, udało mi się za pomocą łopatki ale dobrym sposobem jest też zsunięcie go na talerz i z odwróconego z powrotem na patelnię. Trzymałam tak jeszcze
ze 2-3 minuty (bez przykrycia), posypałam posiekaną bazylią chwilę przed wyjęciem. 


Nie wymaga ani odrobiny soli, ponieważ chorizo oddaje cały swój smak.


W sam raz na niedzielne śniadanie, miłego weekendu !

27.04.2014

Placki z jabłkami i mąką z ciecierzycy


Zasmakowały mi wypieki z mąki z ciecierzycy ale bywają suche. Pomyślałam, że trzeba jakoś to zmienić no i tak wyszły placki z jabłkami, podawane z jabłkami, ostatnio podwajam smaki. Są naprawdę wilgotne i mięciutkie, w smaku lepsze niż tradycyjne i na pewno zdrowsze.

Na 10 placków potrzebujemy:

130 g mąki z ciecierzycy
2 jajka
2 jabłka
5 łyżek jogurtu naturalnego
1 łyżeczka cynamonu + do podania
1 łyżeczka oleju
jabłka prażone do podania


Jabłka obrane starłam na tarce o dużych oczkach.
Resztę składników zmiksowałam krótko i na koniec dodałam starte jabłka.
Piekłam na patelni bez tłuszczu, z obu stron, jeśli przywiera, to odrobinę posmarujcie.
Robią się szybko, bardzo dobrze obracają.


Zajadaliśmy z prażonymi jabłkami, jogurtem, cynamonem i syropem daktylowym.


Jabłka prażone robiłam w sezonie. Po prostu je smażyłam pokrojone w garnku aż się rozpadły a potem zamykałam gorące w słoikach, nie dodawałam ani odrobiny cukru a bardzo ładnie się trzymają do dzisiaj i są naprawdę słodkie. Można wziąć też kupne ze słoika albo świeżo uprażone na kilka dni, tylko o tej porze roku ich smak już nie jest taki dobry.

Polecam :)

25.04.2014

Jaglanka zapiekana z lemon curd


Zawsze ten sam problem, co zrobić z poświątecznym resztkami.
Między innymi została mi odrobina lemon curd, który robiłam do sernika i dwa samotne białka jajek. Pomyślałam o śniadaniu. Miałam ochotę na kaszę jaglaną na słodko
i w ostatniej chwili postanowiłam ją upiec z tymi oto dodatkami.

Na 2 porcje potrzebujemy:

1/2 szkl. suchej kaszy jaglanej
1 łyżka siemienia lnianego
1 łyżka budyniu waniliowego lub śmietankowego
1/2 szklanki mleka (może być woda)
2 łyżki lemon curd
(robiłam wersję bez masła z TEGO przepisu ale z brązowym cukrem)
2 białka jaj


Kaszę jaglaną podprażyłam na suchej patelni do uzyskania orzechowego zapachu (około 7 minut), opłukałam na sicie pod zimną wodą i wrzuciłam do gotującej się wody w proporcji 1:3 (kasza:woda). Gotowałam 15 minut, po czym zostawiłam na kolejne 15 by wchłonęła resztę płynu.
Budyń wymieszałam z zimnym mlekiem i wlałam do kaszy, dodałam siemię lniane, zagotowałam ciągle mieszając. Gdy masa przestygła, dodałam do niej lemon curd i ubite na sztywno białka.
Wyszła puchata, taka jak na zdjęciu.


Piekłam 30 minut w 170 stopniach z termoobiegiem.
Uwaga - rośnie ! 
Zachowuje się jak sernik i tak też smakuje. 


Tak sobie myślę, że obędzie się też bez budyniu chyba
ale u mnie pierwotnie miało być tylko z budyniem a potem koncepcja się zmieniła. 
Jaglanka jest obłędna - puszysta, słodka i cudnie cytrynowa. 
Nie trzeba nawet do niej dodatków i można jeść na zimno.


17.04.2014

Tarta 3 SERY z pieczarkami i fenkułem


Zapewne wszyscy już w szale przedświątecznych porządków, zakupów itp.
Widać to na ulicach i w sklepach.
Ja mam zawsze dylemat, co zrobić na ten postny piątek.
Pierwsze, co przychodzi na myśl to jajko sadzone ale toż to święta jajeczne,
to może niekoniecznie jeszcze w piątek...
Podpowiadam małą inspirację na obiad bez mięsa :)

Na tartę o średnicy 26 cm potrzebujemy:

Spód:
1/2 szklanki zmielonych płatków owsianych
1/2 szklanki mąki kukurydzianej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 żółtka
2 łyżki jogurtu naturalnego
1 łyżka oleju kokosowego (albo masła)
sól, pieprz

Wypełnienie:
400 g pieczarek
1 cebula
1/2 bulwy fenkułu (kopru włoskiego)
90 g sera typu Feta
120 g sera Ricotta
2 łyżki startego parmezanu (lub sera żółtego)
1/2 szklanki mleka
2 jajka
2 ząbki czosnku
sól, pieprz, gałka muszkatołowa


Ze składników podanych na spód zagniotłam ciasto, wyszło nawet elastyczne.
Jednak nie rozwałkujecie go raczej, no ale można próbować zawsze :)
Więc po chłodzeniu go około 40 minut w lodówce,
po prostu pokruszyłam ciasto do formy i wylepiłam misternie dno.
Niczym nie smarowałam bo dodatek oleju kokosowego powoduje, że ciasto nie przywiera ani troszkę.
Piekłam 20 minut w 180 stopniach aż się przyrumieniło.


Zmiksowałam ricottę z fetą, mlekiem, jajkami, czosnkiem i przyprawami.
Fenkuł pokroiłam w nieregularną kostkę i poddusiłam na łyżeczce oleju razem z cebulą pokrojoną w kostkę. Oczyszczone pieczarki pokroiłam w cienkie plasterki. Ułożyłam warzywa na upieczonym spodzie. Zalałam masą serowo-jajeczną, posypałam parmezanem.


Piekłam jeszcze jakieś 35 - 40 minut w 180 stopniach aż ser się zarumienił.


Ja nie dusiłam pieczarek i były al dente ale jeśli wolicie miękkie, można je wcześniej poddusić.
Tarta jest sycąca i spokojnie najedzą się nią 3 osoby albo 2 baaardzo głodne.
Na drugi dzień jest jeszcze lepsza :)

30.03.2014

Placki z mąki z ciecierzycy i banana


Zapraszam na rozpustne śniadanie.
Od dawna miałam mąkę z ciecierzycy ale jakoś nie miałam natchnienia, by z niej skorzystać.
Jeśli jeszcze poniewiera Wam się gdzieś zagubiony banan, do którego zjedzenia już nikt się nie rwie, 
to jego czas właśnie nadszedł...

Na porcję dla 1 osoby potrzebujemy:

50 g mąki z ciecierzycy
1 mocno dojrzały banan
1 łyżeczka dobrej jakości kakao
1 jajko
1 łyżeczka oleju rzepakowego
szczypta proszku do pieczenia (1/3 łyżeczki)

Do podania przykładowo:
2 łyżki wiejskiego serka
1 kostka startej czekolady


 Banana rozgniotłam widelcem, zmiksowałam z jajkiem.
Dodałam resztę składników, krótko jeszcze miksując.
Smażyłam na rozgrzanej patelni bez tłuszczu, z obu stron.


Smażą się dość szybko i bez problemu można je obracać.


Dodatki oczywiście wedle fantazji ale polecam coś mokrego (jogurt, syrop daktylowy itp), 
ponieważ placki są dość suche ale bardzo smaczne i pożywne, ja najadłam się czterema do syta.
Całość z dodatkami zawiera około 380 kcal, to niewiele jak na śniadanie.
Miłego dnia :)

25.03.2014

Granatowa eksplozja z tuńczykiem i mascarpone


TO NIE JEST DIETETYCZNE DANIE.
Ma kosmiczną ilość kalorii, tłuszczu i rozsądek nie każe go jeść ale od samego myślenia o nim robi Ci się dobrze i ta nienasycona chęć zjedzenia czegoś kremowego, miękkiego i śmietankowego.
Tak, Włosi wiedzą, jak to się robi... bo wszak to u nich powstał ser MASCARPONE i dzisiaj to on jest gwiazdą mego dania, no może z granatem i tuńczykiem w rolach drugoplanowych :-)
Widziałam to połączenie w sałatkach z majonezem, czemu nie zjeść na obiad z serem.

Na porcję dla 3 głodomorów potrzebujemy:

serek mascarpone (250 g)
1 owoc granatu
1 mała cukinia
1 puszka tuńczyka dobrej jakości w sosie własnym
(u mnie Graal - 120g)
2-3 ząbki czosnku
2 jajka
szczypiorek (najlepiej dymka)
1 łyżeczka oleju rzepakowego lub kokosowego
pieprz, sól

250 g makaronu penne omnomnom


Na zdjęciu poniżej brakuje cukinii...


Na początek "zbiłam" owoc granatu. Należy przekroić go w poprzek (zdjęcie)
i tępym narzędziem (np. drewnianą łyżką) uderzać od strony skórki aż wypadną nam do miski wszystkie krwisto czerwone pestki bo do nich wszak próbujemy się dobrać. Polecam zabezpieczyć ubranie...
Gdy już tak brutalnie odbezpieczyłam granat zabrałam się do kolejnych czynności.
Na rozgrzanym oleju krótko podsmażyłam posiekany czosnek. Po chwili dodałam do niego tuńczyka wraz z zalewą i cukinię pokrojoną w pół-talarki, może być w kostkę. W międzyczasie zmiksowałam mascarpone
z jajkami, solą i pieprzem. Wstawiłam makaron by ugotować go zgodnie z przepisem na opakowaniu.
Gdy makaron potrzebował jeszcze 7 minut by dojść, zmniejszyłam temperaturę pod patelnią z tuńczykiem i wlałam sos z sera i jajek. Ja robię to na 3-ce w 9-stopniowej skali na płycie indukcyjnej, gaz trzeba po prostu wyczuć. Chodzi głównie o to, żeby nie było za ciepło, ponieważ z serka zrobi nam się jajecznica
a tego nie chcemy. Sos musi zagęszczać się powoli, na koniec dorzucamy pestki granatu.
Gdy makaron się ugotował al dente, odcedziłam na sitko, włożyłam z powrotem do garnka, w którym się gotował i zalałam sosem z patelni. 
Całość wymieszać, posypać posiekanym szczypiorkiem.

Zajadać i mruczeć z zadowoleniem ;)


Umilam sobie czasem szary dzień kolorami na talerzu.


Przepis dodaję do akcji:

 Fusion  w kolorach #omnomnom

24.03.2014

Kluski leniwe bez mąki


Stare, poczciwe kluski leniwe... dzisiaj z kaszy gryczanej !
Baaardzo je lubiłam odkąd sięgam pamięcią a więc postanowiłam wypróbować nową, zdrowszą wersję, trochę mniej leniwą bo wymaga kilka chwil przygotowań
ale w zamian mamy super kluseczki, które możemy wcinać bez wyrzutów sumienia.
Obawiałam się ich gotowania, niepotrzebnie.
W ogóle się nie rozpadają a konsystencją przypominają swą tradycyjną wersję.
W smaku odrobinkę się różnią.

Na porcję dla 3-4 osób potrzebujemy:

szklankę suchej kaszy gryczanej (u mnie nieprażona)
250 g twarogu (u mnie półtłusty)
2 jajka
3 łyżki skrobi kukurydzianej 
(maizena - dostępna już prawie w każdym większym sklepie)
cukier brązowy
cynamon (opcjonalnie)
jogurt naturalny do polania


Ugotowałam wypłukaną na sicie kaszę w 2 szklankach lekko osolonej wody.
Gdy wchłonęła już całą wodę i przestygła zmieliłam ją w maszynce do mięsa (można zblendować).
Powinna być naprawdę w miarę gładka. Dodałam do kaszy pokruszony ser, jajka i skrobię. Na tym etapie można dosłodzić, ja nie słodziłam. Wyrobiłam masę dokładnie. W garnku zagotowałam około 2-3 litrów wody. Nie soliłam. Wilgotnymi dłońmi formujemy kluseczki najlepiej na drewnianej desce. Tu przydadzą się zdolności manualne bo sprawa jest nieco trudniejsza, niż przy tradycyjnych leniwych ale znowu nie taka straszna ;) Po kilka wrzucamy do gotującej się wody. Gdy wypłyną na wierzch, czekamy jeszcze
2 minuty i wyjmujemy łyżką cedzakową na talerz.

Gdy mamy już takie zdrowe kluseczki, na suchą rozgrzaną patelnię wsypujemy łyżeczkę brązowego cukru
z łyżeczką cynamonu (porcję cukru i cynamonu zwiększamy przy kilku porcjach). Ja smażyłam 1/4 część całości. Na rozgrzany cukier wrzucamy kluski i mieszamy aż będą złociutkie ale nie przypalone.


Podajemy z kleksem jogurtu i cynamonem. Są naprawdę warte grzechu...


I obywa się bez masełka ale jeśli nie zależy Wam na kaloriach, szalej dusza...


Przepis dodaję do akcji  
GOTUJ I CHUDNIJ JAK KUDŁACI KUCHARZE! 
czyli mniej cukru, tłuszczu, kalorii a mnóstwo smaku.
Tu znajdziecie więcej informacji na temat tej książki.


Gotuj i chudnij jak Kudłaci Kucharze!

23.03.2014

Naleśniki z mąki gryczanej i kurczak paprykowo-kokosowy


Dzisiaj na ostro. 
Naleśniki z mąki gryczanej z kurczakiem w sosie maxi paprykowym.
To mój pierwszy eksperyment z mąką gryczaną. Zachowuje się inaczej, niż pszenna a nawet pełnoziarnista. Z naleśnikami trzeba obchodzić się delikatniej i smażyć krócej, niż tradycyjne, żeby nie były suche. Wychodzą urocze, takie dziurkowane :-)

Na 5 sporych naleśników potrzebujemy:

Ciasto:
200 g mąki gryczanej
1 jajo
1 łyżeczka oleju rzepakowego
1 szklanka mleka (u mnie 2%)
1/2 szklanki wody gazowanej
łyżeczka ziół prowansalskich

Nadzienie:
3 filety z udek kurczaka (mogą być piersi)
1 średnią paprykę czerwoną
1 średnią cebulę
1 papryczkę chili (u mnie zielona)
2 łyżeczki słodkiej papryki wędzonej 
(dostępna w "Kuchnie Świata" lub w sklepach internetowych, w marketach chyba jeszcze nie)
1 łyżeczkę słodkie papryki czerwonej
2 łyżki sosu sojowego
1 łyżeczka oleju sezamowego
150 ml mleka kokosowego
( u mnie z tego przepisu ale oczywiście może być gotowe)
1 łyżeczka mąki kukurydzianej (lub ziemniaczanej)

1/2 startej mozarelli light do psypania


Naleśniki usmażyłam na suchej patelni ceramicznej do naleśników,
dzięki dodatkowi oleju do ciasta, nie trzeba jej smarować już dodatkowo.

Na suchej patelni podpiekłam pokrojone drobno paprykę i cebulę. Jeśli patelnia przywiera, posmarujcie ją lekko tłuszczem. Odłożyłam podpieczone warzywa na talerz.
Filety z udek pokroiłam w dość małe kawałki (takie na jeden kęs). Podsmażyłam na łyżeczce oleju sezamowego razem z pokrojoną papryczką chili. Jeśli jednak macie delikatne podniebienia, można ją pominąć. Do mięsa w trakcie smażenia dodałam wszystkie przyprawy: paprykę słodką, wędzoną, sos sojowy. Na koniec zalałam wszystko mleczkiem kokosowym, na tym etapie można doprawić jeszcze sosem sojowym lub solą wedle upodobań.
Wymieszałam całość, zredukowałam odrobinę sos przez kilka minut (bez przykrycia) i zaprawiłam całość łyżeczką mąki kukurydzianej wymieszanej z odrobiną zimnej wody.

Nadziane naleśniki układałam w naczyniu żaroodpornym, posypałam startą mozarellą i posypałam słodką papryką. Zapiekałam w 180 stopniach 20 minut pod przykryciem + 10 minut bez przykrycia z termoobiegiem, do przyrumienienia.


Bardziej paprykowo już nie można :-)
Wędzona papryka nadaje zupełnie inny charakter sosowi, niż zwykła. Zachęcam do spróbowania.


Można je przygotować dzień wcześniej i chwilę odgrzać w piekarniku. Wtedy pieczemy za pierwszym razem odrobinę krócej. Jeśli nie macie naczynia z pokrywką, wystarczy nakryć folią aluminiową.

Naleśniki wiosenne FIT

10.03.2014

Tarta z porami "Philadelphia" bez mąki


Nazwałam ją tak z prostego powodu, podstawą nadzienia jest serek Philadelphia, kremowy, lekko słony. Spód z płatków owsianych świetnie się trzyma i nabrałam wszystkich, 
że to tradycyjna tarta, więc chyba wyszło ok ;) 

Na tartę o średnicy 26 cm (może być mniejsza) potrzebujemy:

Spód:
10 łyżek płatków owsianych
10 łyżek gorącej wody
2 łyżki jogurtu naturalnego
1 białko
2 łyżki skrobi kukurydzianej (maizena)
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka oliwy
sól, pieprz

Środek:
3 sztuki pora (takie ok. 10 cm)
5 plasterków chudej szynki lub polędwicy
1 serek Philadelphia (125 g)
1/2 szklanki mleka
2  jajka
sól, pieprz, szczypta gałki muszkatołowej
2 łyżki startego parmezanu (lub ulubionego sera)


 Płatki owsiane namoczyłam w gorącej wodzie pod przykryciem i o nich zapomniałam... ale wystarczy im godzina. Potem dodałam pozostałe składniki i odczekałam jeszcze 15 minut.
W międzyczasie poddusiłam pory pokrojone w talarki na łyżce oleju rzepakowego, do miękkości.
Nagrzałam piekarnik do 200 stopni. Pokroiłam szynkę w paski.
Na posmarowane oliwą naczynie do tarty nałożyłam masę z płatków owsianych.
Trzeba ją po prostu rozprowadzić łyżką tak, by przypominała spód do tarty. Konsystencją się nie przejmujemy, potem będzie normalna.
Wstawiłam do nagrzanego piekarnika na 12 minut z termoobiegiem
(bez tej funkcji dałabym jakieś 20 minut).
W tym czasie zmiksowałam serek z mlekiem, jajkami i przyprawami (ilość wedle gustu).
Proponuję nie przesadzać z solą, ponieważ szynka jest słona.
Wyjęłam podpieczony spód, wyłożyłam uduszone pory, poukładałam szynkę w miarę równomiernie
i zalałam przygotowaną masą, posypałam tartym serem.
Piekłam około 20 minut z termoobiegiem na 180 stopni, aż ser się pięknie zarumieni a masa zetnie.


Apetycznie pachnie w czasie pieczenia i na talerzu :) 
Smacznego i miłego poniedziałku !
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...