Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orzechy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orzechy. Pokaż wszystkie posty

12.08.2014

Magiczna fasolka, chrupki z parmezanu i pistacje


Uff, pogoda daje żyć. Jest naprawdę przyjemnie i można coś nowego pichcić :)
Przy ostatniej wizycie na bazarku ujrzałam ciemno fioletową fasolkę szparagową.
Pytam więc sprzedawczyni, cóż to jest, prawie czarnego koloru fasolka...? 
Dowiedziałam się, że ta fasolka po ugotowaniu zmienia kolor i robi się zielona !
Wow, nie mogłam więc przejść koło niej obojętnie bo toż to jak magia przecież.
Nie lubię jednak fasolki z tartą bułką, więc wymyśliłam dla niej posypkę.
Słoność sera i jego chrupkość w połączeniu z jedwabistą, lekko orzechową 
w smaku fasolką i pistacjami daje niezwykłe doznania dla podniebienia.


Na jedną porcję potrzebujemy:

dowolną ilość fasolki 
(dla każdego wg pojemności żołądka :P)
20 g parmezanu 
(lub innego twardego sera)
20 g wyłuskanych już pistacji, czyli 40 g w skorupkach
(średnio jest 1:1 skorupek i orzechów)
1 łyżeczka ulubionej oliwy

Fasolka przed gotowaniem wyglądała tak:


Fasolkę pozbawiłam końcówek, umyłam, ugotowałam al dente
ale tu rzecz wedle gustu. Może wolicie bardziej miękką ?
Parmezan starłam na średnich oczkach na papier do pieczenia, 
który włożyłam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na jakieś 3 minuty. 
Trzeba mu się bacznie przyglądać bo szybko się przypala i będzie może bardziej chrupki 
ale niesmaczny. Po wyjęciu z piekarnika lekko pokruszyłam palcami taflę sera.
Pistacje wyłuskałam ze skorupek, lekko potarłam w dłoniach, by pozbawić ich części soli.
Posiekałam nożem na drobniejsze kawałki.
Fasolkę skropiłam oliwą, posypałam chrupkami i pistacjami.
Dooooobre było :)


Fasolkę tę trudno upolować ale jeśli tylko Wam się uda, to bierzcie od razu.
Jest dużo smaczniejsza od zielonej i żółtej, za którą osobiście nie przepadam.
Smacznego !

27.06.2014

Sałata z sosem truskawkowym i camembertem


Na pożegnanie sezonu truskawkowego przepis wytrawny dla odmiany.
Kocham truskawki pod każdą postacią ale sezon na nie dobiega końca, zapasy zrobione,
trzeba się przestawiać na inne śliczności sezonowe - maliny, jagody itd.
Nie mniej pyszne i aromatyczne a wraz z nimi setki pomysłów na nowe dania.
No więc tyle tytułem wstępu a dzisiaj sałata z ukochanym camembertem.



Na jedną porcję potrzebujemy:

garść ulubionej sałaty (u mnie rukola)
kilka pomidorów koktajlowych
ćwierć ulubionego sera typu camembert
kilka orzechów (u mnie pecan)

Dressing:

4 łyżki zmiksowanych truskawek
1 łyżka sosu sojowego
1 łyżka miodu
1 łyżeczka octu balsamicznego
1 łyżka oliwy
duża szczypta świeżo mielonego pieprzu


Ułożyłam na talerzu rukolę, przekrojone na pół pomidorki
oraz podprażone na suchej patelni, posiekane orzechy, pokrojony camembert.
Składniki sosu dokładnie połączyłam w słoiczku, energicznie nim potrząsając.
Polałam sałatę.
Gotowe :)


Składniki można dowolnie modyfikować, najważniejszy jest sos,
który zrobicie również z malin i będzie równie dobrze pasował w tym przypadku.


Miłego weekendu :)

Lato w pełni!

3.06.2014

Krem czekoladowy do kanapek, naleśników, tortów...


Witam wreszcie słonecznie :)
Gotuję cały czas ale nie ma światła do zdjęć, dlatego rzadko się dzielę przepisami.
Gdyby jednak dopadła Was jeszcze raz taka szarzyzna jak ostatnio, to polecam poniższy krem czekoladowy, coś jak nutella ale przynajmniej wiadomo, co jest w środku i czujemy się trochę usprawiedliwieni objadając się, bądź co bądź czekoladą :)

Na duży słoik 400 ml potrzebujemy:

1 garść orzechów laskowych
1 garść orzechów włoskich
3 płaskie łyżki oleju kokosowego
100 gorzkiej czekolady dobrej jakości
2 łyżki miodu
10 niesiarkowanych daktyli
kieliszek ekstraktu waniliowego (lub ziarenka wanilii)
100 g sera sojowego tofu


Orzechy wrzuciłam do blendera i zmieliłam.
Musicie wyczuć moment, gdy już nie będą drobniejsze bo chwilę potem zacznie się robić z nich masło orzechowe a tego akurat w tym wypadku nie chcemy. Potrwa to chwilę.
Wyjęłam orzechy a na ich miejsce wrzuciłam do blendera daktyle, miód, ekstrakt i roztopioną na parze
z olejem kokosowym, płynną czekoladę. Zmiksowałam na gładką masę, dodałam zmielone orzechy i tofu, które nadaje bardzo kremową konsystencję naszej "nutelli".
Gotowe :)


Można używać tego kremu na kanapki, naleśniki, do owsianek, do przekładania ciast,
nie popłynie nawet w temperaturze pokojowej.


Obiecuję, że na blogu pojawi się jeszcze jedna wersja kremu czekoladowego.
Ten z uwagi na tofu trzeba trzymać w lodówce i pamiętać, by wyjąć go chwilę przed jedzeniem bo dodatek czekolady powoduje, że trochę twardnieje pod wpływem zimna.
U nas przetrzymał się bez problemu przez kilka dni. Nie wiem, jak dłużej bo zniknął po tym czasie.
Chciałabym jeszcze zrobić taką wersję, której nie trzeba trzymać w lodówce bo takie kremy najbardziej mi smakują w temperaturze pokojowej. 
Miłego dnia !

14.05.2014

Wiosenne owsiane ciastka z rabarbarem


Zaczął się rabarbarowy szał, więc dostarczam kolejną inspirację.
Właściwie to owsiano-żytnie ciastka z rabarbarem.
Są miękkie, choć bez masła  i nazwałabym je orzeźwiającymi. 
Lekko kwasowe ale słodkie. Miła odmiana dla klasycznych owsianych.

Na 24 ciastka o średnicy około 7 cm potrzebujemy:

1 kg rabarbaru
100 g cukru (u mnie ksylitol)
1 szklankę płatków żytnich
1,5 szklanki płatków owsianych
niepełnej szklanki bakalii
(u mnie suszone jabłka, morele, rodzynki, figi)
1 łyżkę siemienia lnianego
2 łyżki miodu (opcjonalnie)
0,5 szklanki orzechów laskowych
2 jajka


Rabarbar oczyściłam, pokroiłam na grube plasterki i w garnku zasypałam ksylitolem.
Podgrzewałam, mieszając aż z rabarbaru zrobiło się pure. Nie trwało to długo ale to zależy od grubości rabarbaru. Do ciepłego pure wrzuciłam płatki, siemię lniane, pokrojone drobno bakalie i rozdrobnione orzechy. I tu można dosłodzić miodem wedle własnego uznania, ja już nie słodziłam.
Zostawiłam wszystko pod przykryciem, żeby napęczniało.
Gdy masa przestygła, dodałam jajka.


Nagrzałam piekarnik do 170 stopni.
Z dokładnie wymieszanej masy formowałam ciastka dość grube i układałam na papierze do pieczenia. Piekłam z termoobiegiem 25 minut. Nie rozpływają się ani nie rosną, pozostają w zasadzie nienaruszone, więc jakie ulepicie, takie będą. Studziłam na kratce.


Wyszło ich sporo i trzymam je w lodówce ale bez przykrycia.
Bakalie oczywiście można zmieniać wg uznania, u mnie to było na zasadzie pozostałości bakalii. 


Na jedno ciastko wypada około 100 kcal ale 2 sztuki spokojnie wystarczą do dobrej kawy :)


Przepis dołączam do:

Rabarbalove

8.05.2014

Czekoladowe trufle z... czarnej fasoli !


Trufle lubię ale zazwyczaj z podanych składników jest dużo kalorii a mało trufli ;) 
Ja dzisiaj zaproponuję Wam moi Drodzy odwrotność. Mało kalorii, dużo trufli. 
Myślę, że to przypadnie do gustu zagorzałym FIT... i tym, co chcą się zdrowo odżywiać. 
Fasola ma tę cudowną właściwość, że po ugotowaniu traci mocno kaloryczność. 
Dotąd na pewno zetknęliście się z wypiekami z fasoli, ja proponuję chyba coś nowego,
ponieważ nie natknęłam się na podobne wykorzystanie fasoli. 
Jedna sztuka to około 50 kcal, można pogrzeszyć...


Na około 30 sztuk potrzebujemy:

1 szklankę suchej fasoli czarnej
2 łyżki miodu (u mnie lipowy i gryczany)
50 g masła (nie margaryny)
60 g gorzkiej czekolady dobrej jakości
2 łyżki powideł śliwkowych
1 łyżka kakao
5 suszonych śliwek
3 łyżki mielonych orzechów (u mnie laskowe)
1/2 szklanki amarantusa ekspandowanego
30 ml alkoholu (ja dałam Soplicę Orzech Laskowy ale może być inny)

Jak dodacie migdały mielone, proponuję amaretto itd.

Do obtoczenia: chrupiąca gryka z melasą, sezam, wiórki kokosowe
(mogą być orzechy, cukier puder, zmielony ksylitol, kakao albo co sobie wymyślicie)


Namoczyłam na noc fasolę w zimnej wodzie.
Następnego dnia ją opłukałam na sicie i ugotowałam (ok. 30 minut). Odcedziłam wodę i ciepłą jeszcze fasolę zblendowałam na gładką masę. Dodałam do niej miód, połamaną czekoladę, masło, powidła, kakao, śliwki i wszystko podgrzałam mieszając, żeby nie przywarło. Gdy już miałam wszystko rozpuszczone, zblendowałam ponownie, żeby rozdrobnić śliwki. Dodałam orzechy, amarantus i alkohol. Kiedy masa dość dobrze przestygła i zaczęła gęstnieć, mokrymi dłońmi formowałam kulki wielkości orzecha włoskiego. Obtaczałam w sezamie, wiórkach lub gryce.
Najlepsze są po schłodzeniu kilka godzin w lodówce.


Jeśli będziecie częstować dzieci, zrezygnujcie z alkoholu, na pewno to wiecie ale wolę przypomnieć.


Nikt Was nawet nie posądzi, że one są z fasoli, po prostu jest kompletnie niewyczuwalna.
Jeszcze zdążycie zrobić na weekend, zachęcam do eksperymentowania ze składnikami.
Smacznego :)

1.04.2014

Orzechowa ryba w pomarańczach


Dziś czas na rybę. Nie lubię ryby panierowanej w bułce tartej, w ogóle nie lubię bułki tartej i dlatego zazwyczaj piekę ryby albo smażę na małej ilości oliwy z czosnkiem, bez panierki. Dzisiaj zaszalałam. 
Ryba w fistaszkach i słoneczniku z akcentem pomarańczowym.

Na porcję dla 2-3 osób potrzebujemy:

1 dużego pstrąga (albo inną ulubioną rybę)
1 średnią cebulę
2 pomarańcze
30 g obranych orzeszków ziemnych
(ja swoje wyskubałam ze skorupek bo nigdzie nie znalazłam nie prażonych)
30 g ziaren słonecznika
1 białko jaja
sól, pieprz (najlepiej cytrynowy)
 

Rybę oczyściłam, skropiłam sokiem z pomarańczy, z której wcześniej starłam skórkę. Natarłam solą 
i pieprzem. Odstawiłam na 2h. Orzeszki i słonecznik zmieliłam w blenderze na grubość jak na zdjęciu. 
Ma przypominać panierkę. Połączyłam panierkę ze skórką pomarańczową. Kawałki ryby (można w całości) maczałam w pianie ubitej z białka i obtaczałam w przygotowanej posypce. W naczyniu żaroodpornym ułożyłam warstwę plastrów cebuli, to zapobiegnie przywieraniu do naczynia i doda naszej rybce charakteru. Na cebuli ułożyłam kawałki ryby, obłożyłam obraną, pokrojoną pomarańczą. 
Zapiekałam w 180 stopniach około 45 minut bez termoobiegu. 
Orzeszki muszą się przyrumienić ale chronią rybę przed wyschnięciem, więc bez obaw.


Podajemy z dowolnymi dodatkami, u mnie pieczone talarki ziemniaków z tymiankiem.
Można oczywiście użyć dowolnych filetów, choć mrożonych nie polecam.


Smacznego !

Kuba, wyspa jak wulkan gorąca...?

Festiwal Kuchni Kubańskiej

29.03.2014

Pory zapiekane pod beszamelem z kaszy jaglanej


Zamarzył mi się zapiekany beszamel, kremowy z delikatnym akcentem gałki muszkatołowej. 
Miałam w lodówce nadwyżkę kaszy jaglanej, pomyślałam "zrobimy podróbkę"...
To był totalny eksperyment, wyszło sycące i smaczne danie obiadowe bez mięsa.

Na porcję dla 2 osób potrzebujemy:

BESZAMEL:
1/2 szklankę suchej kaszy jaglanej
1/3 szklankę wody
1/3 szklankę mleka
1 łyżkę startego parmezanu
1 łyżeczkę pasty sezamowej tahini
1 łyżkę oleju kokosowego (lub innego tłuszczu)
szczyptę gałki muszkatołowej
sól, pieprz

DODATKOWO:
Pory (białe części, ok. 400 g)
2 plastry sera Feta
30 g orzechów włoskich
1/2 małej cukinii
1 łyżka startego parmezanu


Kaszę jaglaną ugotowałam wg tego przepisu. 
Zmiksowałam w blenderze z pozostałymi składnikami.
Pory oczyściłam, można je podgotować krótko w wodzie, ja zrobiłam to na parze, na sitku do tego przeznaczonym, ponieważ wtedy mają mniejszą szansę na rozpadnięcie się. Trwało to ok. 15 min. pod przykryciem. Wyjęłam je delikatnie i pokroiłam na mniejsze kawałki ale jeśli chcecie bardziej elegancko można w całości rozłożyć na dnie naczynia żaroodpornego. Dodałam pokrojoną cukinię, pokruszoną fetę 
i posiekane orzechy. Nie soliłam z powodu słonego sera i przy sosie też oszczędzajcie sól. 
Z pieprzeniem możecie być bardziej hojni ;)
No i tak to się prezentuje pod spodem:


Na to  wylewamy nasz "beszamel", posypujemy parmezanem
i zapiekamy ok. 40 min. w 180 stopniach, najlepiej z termoobiegiem.


Jeśli przygotujemy wcześniej kaszę, obiad zajmie 20 minut + pieczenie.
Miłego weekendu :)


Przepis dodaję do akcji  
GOTUJ I CHUDNIJ JAK KUDŁACI KUCHARZE! 
czyli mniej cukru, tłuszczu, kalorii a mnóstwo smaku.
Tu znajdziecie więcej informacji na temat tej książki.

Gotuj i chudnij jak Kudłaci Kucharze!

22.03.2014

Pesto z bazylii i truskawek z orzechami


Pogoda piękna :-) Byłam na długim spacerze i wpadłam na pomysł całkiem wiosennego pesto.
Wiem, to jeszcze nie sezon na truskawki ale tak już za nimi tęsknię, że zaczynam eksperymentować.
To nie jest oczywiście jeszcze ten smak naszych truskawek ale zawsze jakaś namiastka.
Zapewniam, że język szaleje od połączenia truskawek z bazylią i chce się jeszcze,
więc zróbcie od razu więcej bo na zimno też jest dobre.

 Na porcję dla jednej osoby potrzebujemy:

5 gałązek bazylii (razem z łodyżkami)
5 sporych truskawek
20 g orzechów nerkowca
1 łyżeczkę octu balsamicznego
1 łyżeczkę cukru brązowego
1 łyżeczkę oliwy z oliwek
1 łyżeczkę masła migdałowego 
(nie jest niezbędne albo można je zastąpić orzechowym)
makaron penne (ilość dowolna)


Wszystkie składniki wrzuciłam do blendera i kila minut miksowałam.
Połączyłam z ugotowanym makaronem. Przybrałam truskawkami i bazylią.
GOTOWE :-)


Myślę, że można się pokusić o dodatek mozarelli albo nawet fety, choć ja jadłam bez dodatków.
Muszę podzielić się z Wami zdjęciami z dzisiejszego spaceru. Oto jakie śliczności tam już znalazłam. Wiosna przyszła i choć ten tydzień nie zapowiada się optymistycznie względem aury, to fotki może poprawią humor.




Przepis dodaję do akcji:

 Fusion  w kolorach #omnomnom

18.03.2014

Sajgonki wege z pieczarkami, orzechami i camembertem


Witajcie :)
Moja przerwa techniczna nieco się przeciągnęła ale teraz postaram się to nadrobić.
Dzisiaj obiadek powstały z braku czasu i potrzeby pozbycia się zalegających pieczarek.
Papier ryżowy mam zazwyczaj zawsze pod ręką, podobnie jak tortillę.

Na 4 sajgonki potrzebujemy:

250g pieczarek
1 średnia cebula
pół krążka camemberta (u mnie z obniżoną zawartością tłuszczu)
 garść orzechów włoskich
pieprz, sól
olej na patelnię (u mnie kokosowy)


Cebulę pokroiłam w piórka. Oczyszczone pieczarki w talarki.
Camembert pokroiłam w dość małe kawałki (ok. 1cm)
Orzechy posiekałam. Podzieliłam wszystko na 4 równe części.
Na posmarowanej tłuszczem patelni podsmażyłam cebulę, gdy zmiękła, dodałam pieczarki.
Poddusiłam do miękkości z solą i pieprzem.
Zwilżyłam silikonowym pędzelkiem i ciepłą wodą płatki papieru ryżowego
(najmniej przykleja się na drewnianej desce).
Na to nałożyłam część pieczarek, sera i orzechów.
Piekłam pod przykryciem na natłuszczonej lekko patelni do zrumienienia i rozpuszczenia sera.
Wyjęłam na talerz, posypałam świeżo mielonym pieprzem.


Całość zajmuje około 15-20 minut w zależności od szybkości działania.
Sajgonki są bardzo sycące, dwie spokojnie wystarczą na solidną porcję.
Lubię połączenia camemberta i orzechów włoskich. A jakie są Wasze ulubione połączenia?
Miłego tygodnia :)))
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...